cytat z jednego z kocich forum: Bo w schronisku, proszę Pani to jest trochę jak w domu dziecka, nosy poprzyklejane do szyby, stukot łapek i ciągłe kolejki do toalety, no i wyczekiwanie, ciągłe, że może w końcu po mnie przyszła ta Pani? Może zatrzymany na dłużej wzrok tego Pana mówi, że dziś ja opuszczę to miejsce by zasiąść na jego kolanach? I rozczarowania, kiedy widzisz sylwetki ludzi, którzy odchodzą śledzone pełnymi jeszcze nadziei oczami, odprowadzane cichymi słowami: nie zostawiaj mnie, proszę... Bo w schronisku proszę Pani, to jest trochę jak w poczekalni, jedni przychodzą, drudzy odchodzą, wszyscy z niecierpliwością oczekują, kiedy wybije TA godzina. Niby razem a jednak każdy osobno. Jedni wciąż pełni nadziei, że to już, niebawem, za chwilę inni już bez emocji, bez wiary... Ile można czekać na pociąg, który ma setki łez opóźnienia?... Mruczek ze Schroniska - koniec cytatu.
Blog > Komentarze do wpisu
Misio w Domu Tymczasowym w Warszawie - Odszedł za Tęczowy most...

Dane:

imię: Misio
płeć: kot
data ur.: 2005

korzysta z kuwety: tak
stan: wykastrowany
ksiązeczka zdrowia: jest
szczepienie: jest

odrobaczenie: ostatnie odrobaczenie 1.04.2008 (profender)

badanie krwi: wykluczony FIV i FeLV, morfologia w normie
obecne leczenie: brak

przewidywany koniec leczenia: nie dotyczy
najbliższa wymagana kontrola u wet.: sierpień 2008 - odrobaczanie, luty 2009 - szczepienie

Misio - kocurek czeka na dom

Misio do schroniska trafił latem 2006 roku. Był dziki, nie pozwalał do siebie podejść. Gdy zaczął chorować przewieźliśmy go do lecznicy (1.12.2007). Tam powoli oswaja się z człowiekiem...

Wkrótce pojawią się tu aktualne zdjęcia Misia.

Misio czeka na dom - kot do adopcji

- update 6.12.07 - Misiek wciąż w lecznicy. Obecnie dostaje antybiotyki. Leczymy koci katar.

- update 20.12.07 - wczoraj wieczorem Misio przyjechał do Warszawy do domu tymczasowego. Kocurek jest wystraszony. Boi się ludzi, szoruje brzuszkiem po ziemi i chowa się w największe zakamarki. W nocy spał na pewno na podusi usłanej szmatką z jego zapachami. Na pewno dodało mu to otuchy tej pierwszej nocy. Na pewno zjadł też trochę i wypił wodę. Kocurek będzie miał teraz mnóstwo czasu na oswajanie się z człowiekiem...

- update 21.12.07 - Misio odkrył zalety załatwiania się w kuwetce. Nie miał z tym żadnych problemów. Wciąż siedzi za kanapą, ale w nocy urządza sobie wyprawy po półkach i szafach tuż pod sufitem ;) Apetyt mu dopisuje. Do człowieka na razie jeszcze nie wychodzi spod łóżka.

- update 24.12.07 - Misio przeniósł się do znacznie mniej wygodniejszej kryjówki koło okna. Dzięki temu będziemy miały znacznie łatwiejszy dostęp do kota i może teraz oswajanie pójdzie troszke sprawniej. Na razie misio nie chce mieć z ludźmi do czynienia, ale okazał się dość łakomy na surowe mięsko, które posłuzy nam teraz do obłaskawiania go ;) Ponieważ jego wczesniejsza kryjówka za łózkiem została zablokowana Misio postanowił więcej czasu spędzać na szafce, z której ma znacznie lepszy widok na to, co sie dzieje za drzwiami. Liczymy, ze to go przekona do nas i przyzwyczai na początek do obcowania z człowiekiem, który na niego patrzy i którego on sam dobrze widzi. Zza łóżka ciężko byłoby oswajać Misia, a zważywszy na konieczność wznowienia leczenia, musimy Misia przekonać do nas nieco szybciej...

- update 10.01.07 - wczoraj był wielki dzień. wczoraj Misio zaufał nam po raz pierwszy. Po prawie trzech tygodniach oswajania Misio pierwszy raz pozwolił się bez prychania pogłaskać. Kiedy już poczuł dotyk dłoni na swojej małej główce i zorientował się, że głaskanie nie jest bolesne ;) zaczął nadstawiać pysio do głaskania. Zaczął mruczeć, zaczął ugniatać baranki. To chyba pierwszy raz w życiu Misia, kiedy poczuł się dobrze w pobliżu człowieka, kiedy nie musiał się bać, kiedy nie musiał być czujny. Pod ręką czułam, jak powolutku napięte wcześniej mięśnie karczku rozluźniają się, a Misio tylko patrzył na rękę ze zdumieniem i na mnie z niedowierzaniem... że tylko o to cały czas nam chodziło :) Teraz Misio będzie wzmacniany Omegą i spróbujemy podać mu jakiś antybiotyk na dziąsła. Kocina strasznie się ślini, chociaż wciąż ładnie je i chrupki i miękkie. Nie musimy więc jeszcze pędzić do weterynarza i spróbujemy wytrzymać jeszcze conajmniej tydzień, żeby utrwalić w Misiu przekonanie, że nic mu nie grozi. Później niestety czeka nas wyprawa do lecznicy i podjęcie dalszego leczenia. Mamy jednak nadzieję, że przez ten najbliższy czas uda nam się zbudować więź zaufania i kolejne wizyty u wetka będą przyjmowane spokojniej. Misio wczoraj przekroczył bardzo duży most dzielący go wcześniej od świata ludzi. I okazało się, że jest takim samym miziakiem i pieszczochem jak udomowione już kotki z pokoju obok :]

- update 10.01 - misio dostał zaoczne zalecenie wcinania leku wzmacniającego odporność "Omegę" i "Scanomune" do czasu zjawienia się na wizycie kontrolnej.

Misio - kocurek szuka domu

- update 19.01.08 - Misio wybrał się w piątek, 18.01., do weterynarza. Okazuje się, że dziąsełka są juz w dobrym stanie. Kocurek nie ma żadnych nadżerek (o co najbardziej się martwiliśmy). Został osłuchany, obejrzany i wygląda na to, że wrócił do zdrówka. Intensywne ślinienie się, które zauważyliśmy podczas głaskania go, może być przejawem wielkich, pozytywnych emocji. Podejrzewamy, że głaskania i miziania Misio doświadczył pierwszy raz w swoim życiu, że nikt wcześniej nie okazywał mu choćby odrobiny miłości czy ciepła. Dla Misia jest to tak niezwykłe uczucie i wywołujace tak pozytywne reakcje, że aż ślini się ze szczęścia ;) Grunt, że według lekarki Misio może spokojnie dołączyć do pozostałych kotów.

Misio zareagował na ten fakt bardzo pozytywnie. Widać było przez ostatnie kilka dni, że bardzo chce się przenieść do kociego pokoju, że bardzo brakuje mu kociego towarzystwa. Dlatego też, gdy tylko drzwi zostały otwarte, misio wmaszerował szczęśliwy i zajął swoją nową miejscóweczkę tuż nad Pieszczochą... i zasnął :)

W poniedziałek wybieramy się z jego nowymi wynikami krwi do weterynarki i zobaczymy, jak po całej kuracji wzmacniającej wygląda jego stan zdrowia od podszewki. Jeśli wszystko będzie ok, przy następnej wizycie będziemy mogli Misia zaszczepić. Obecnie wszystkie koty poza Misiem są zaszczepione więc nic nie grozi ani im, ani jemu.

- update 27.01.08 - Kocurek był dziś u weterynarza, ponieważ pojawił się u niego dość obfity katar oraz łysinki na końcach uszu. Okazuje się, że Misio ma początki grzybicy a na dodatek uchwyciliśmy sam początek jakiejś infekcji górnych dróg oddechowych (niewykluczone że koci katar próbował się odnowić). Na szczęście w obu przypadkach udało nam się zauważyć pierwsze objawy i mamy nadzieję, że dzięki temu uda się pokonać obie choroby sprawnie i bez komplikacji. Misio jest pod stałą kontrolą. Obecnie jest największym pieszczochem w kocim pokoju :)

Misio - śpioch

- update 5.02.08 - Misio dokonał wielkich postępów w oswajaniu :) Swoją tymczasową opiekunkę kocha całym swoim serduszkiem. Daje się jej głaskać na otwartej przestrzeni. Chrapie brzusiem do góry w psim legowisku i na łóżku koło poduszki. Jest wielkim pieszczochem :) Dodatkowo odkrył zalety zabawy piłeczkami i myszkami przez co wieczorami, tuż po miziankach i tuż przed snem skacze jak małe kocie dziecko i szaleje nadrabiając stracone lata w schronisku :)

- update 20.03.08 - Misio po całej kuracji antybiotykiem Enroxil (1 tabletka dziennie przez 10 dni plus jogurty naturalne 0%, Imauerol rozcieńczony z wodą 1:10 (przymoczki co 4 dni) przez 3-4 tygodnie) zakończył swoją przygodę z kocim katarem. Jest już zaszczepiony.  

- update 13.06.2008 - Misio odważył się już kilkakrotnie samodzielnie wejść na kolana domagając się pieszczot. Wciąż zdarza mu się panikować i wciąż ucieka przed nieznanymi mu osobami, ale coraz wyraźniej widać zmianę, jaka się w nim dokonała. Z przerażonego i bardzo chorego kocurka, zmienił się w pieszczocha u którego ze zdrówkiem mamy już wszystko pod kontrolą.

- update 14.03.2009 - Misio odszedł zeszłej nocy, o pierwszej nad ranem. Od kilku tygodni Misio był pod czujną opieką. Zaczął chudnąć, był bardziej apatyczny, często spał. Wyniki krwi nie wykazały nic. USG wskazało na możliwe problemy z trzustką. Po kolejnych badaniach krwi (wykonanych zaledwie dwa miesiące po pierwszych) okazało się, że nerki przestały pracować. Rozpoczęliśmy podawanie kroplówek z płynu Ringera i mleczanów (podejrzenie że tarczyca może również nie działać najlepiej) i antybiotyków na dziąsełka (ich stan również się pogorszył). Kiciuś systematycznie przybierał na wadze. Jego wygląd i samopoczucie znacznie się poprawiły.

12.03 rano byliśmy z Misiem na kroplówce. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem poprawy jaka się pojawiła w ostatnich dniach. Wieczorem jednak stan Misia dramatycznie się pogorszył. Miał ogromne problemy z oddychaniem. Już wtedy podejrzewaliśmy, że w płucach zebrał się płyn. Pilnie pojechaliśmy do naszej pani doktor. Kiciuś dostał trzy zastrzyki - w tym Furosemid na ściągnięcie płynu z płuc. Przez cały czas pobytu w lecznicy był podawany tlen przez rurkę, do której Misio najpierw wtykał nochalka, a potem zaczął się o nią miziać. Pani doktor zatrzymała Misia na noc w lecznicy by mieć na niego cały czas oko. Gdy wychodziłyśmy po dwóch godzinach podawania tlenu i po trzecim zastrzyku z Furosemidu, Misio był w stanie bardzo poważnym, ale w miarę stabilnym. Jednak już dwie godziny po naszym wyjściu u Misia było kolejne pogorszenie. Pani doktor walczyła o naszego kiciusia cały czas. Aż o pierwszej w nocy Misio ostatecznie poddał się. Jego pysio zaczynał już sinieć. Pani doktor podała wtedy ostatni zastrzyk, by pomóc kiciusiowi i zaoszczędzić cierpienia.

Nikt nie wie dlaczego woda nagle potrafi się zebrać w płucach... W przypadku Misia powodem najprawdopodobniej była wcześniejsza ciężka choroba. Takie problemy z oddychaniem najczęściej u kotów zdarzają się wieczorem lub w nocy, co często uniemożliwia pomoc. My zauważyliśmy problemy na czas. Na czas dostał Misiaczek leki i pomoc... a mimo to przegraliśmy.

Serce pęka po takiej stracie. Czuje się pustkę i brak nadziei. Jakby wraz z odejściem Misia odszedł kawałek nas samych. Kawałek serca, umysłu i duszy. A bezsilność, jaką się wtedy czuje... jest tak wielka, jak wielka była miłość do Misia.

Nie potrafimy zrozumieć, dlaczego stało się to teraz... gdy Misio tak ladnie wracał do zdrowia. Gdy nabrał już ciałka, gdy jego wzrok stał się bystry jak u młodego kiciusia.

Pozostaje wyrwa i smutek.

... bo każdy kot zasługuje na to, by po nim wylać rzekę łez...

poniedziałek, 03 grudnia 2007, poddasze
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: