cytat z jednego z kocich forum: Bo w schronisku, proszę Pani to jest trochę jak w domu dziecka, nosy poprzyklejane do szyby, stukot łapek i ciągłe kolejki do toalety, no i wyczekiwanie, ciągłe, że może w końcu po mnie przyszła ta Pani? Może zatrzymany na dłużej wzrok tego Pana mówi, że dziś ja opuszczę to miejsce by zasiąść na jego kolanach? I rozczarowania, kiedy widzisz sylwetki ludzi, którzy odchodzą śledzone pełnymi jeszcze nadziei oczami, odprowadzane cichymi słowami: nie zostawiaj mnie, proszę... Bo w schronisku proszę Pani, to jest trochę jak w poczekalni, jedni przychodzą, drudzy odchodzą, wszyscy z niecierpliwością oczekują, kiedy wybije TA godzina. Niby razem a jednak każdy osobno. Jedni wciąż pełni nadziei, że to już, niebawem, za chwilę inni już bez emocji, bez wiary... Ile można czekać na pociąg, który ma setki łez opóźnienia?... Mruczek ze Schroniska - koniec cytatu.
wtorek, 19 czerwca 2012
Gucio znalazł dom!!!
W maju 2012 domek znalazł Gunio :) Fantastyczny koci jedynak długo czekał na ten dzień i musiał przeprowadzić się aż do Krakowa, by odnaleźć kocie szczęście :)

Teraz jednak w końcu odżył i stał się pieszczochem, którym był od zawsze, tylko brakowało wciąż rąk do głaskania.

Od maja może mówić o sobie, że jest wielkim kocim szczęściarzem :)


Pysio znalazł dom!!! :)
W lutym 2012 swój domek znalazł po 4 latach czekania - Pysio :)
W nowym domku ma kocią przyjaciółkę - Balbinkę. I stał się przekochanym pieszczochem :)

Początki wymagały od opiekunów ogromnej cierpliwości i ogromnej pracy. Tylko dzięki temu Pysio, z kotka bardzo wycofanego, przerażonego zmianą otoczenia, przeistoczył się w kociego miziaka :)
wtorek, 14 lutego 2012
Kacperek - ZNALAZŁ DOM
Dopiero teraz widzę jakie zaległości mam na Wirtualnych :)

We wrześniu 2011 roku do własnego domku przeprowadził się Kacperek. Obecnie ma na imię Cynamonek i co ciekawsze jest kumplem naszego dawnego podopiecznego Milusia vel Karmelka! :)

Więcej zdjęć Kacperka znajdziecie tutaj: https://profiles.google.com/117642383108477131191/photos/5651009114713406337
niedziela, 12 lutego 2012
Szigi we własnym domku :)

2010 roku w grudniu, tuż po mikołajkach, trafił pod nasze skrzydła malutki, paromiesięczny kiciuś. Najprawdopodobniej komuś "nie udał się prezent mikołajkowy"... i jak to najczęściej bywa w naszym kraju - prezentu się pozbyto.

To był początek naszej znajomości.

Mikuś, gdyż takie imię przyszło nam do głowy jako pamiątka po Mikołajkowym spotkaniu, przewracał aiś en swoich malutkich łapkach w zaspach i błocie pośniegowym idąc dzielnie za jedną z nas. Brzdąc całkiem przypadkiem w ten sposób podarował sobie sam szansę na nowe życie.

Na poczatku z uwagi na brak wolnej izolatki trafił do dużej wystawowej klatki, jaką zakupiliśmy w celu zapenienia mu tymczasowego schronienia. Dzięki tej klatce mógł przebywać w pomieszczeniu z innymi naszymi podopiecznymi i nie narażać ich na ewentualne choroby (przy nowych tymczasikach mamy zasadę 2-tygodniowej kwarantanny w osobnym pokoju - jest to czas na to, by zrobić kotu wszystkie wstępne badania, testy na choroby zakaźne, odrobaczyć i przygotować do szczepienia zanim dołączymy nowego przybysza do stada). Potem poszło już błyskawicznie - ogłoszenia i trzymanie kciuków aż zjawi się ten wyśniony domek dla niego.

I zjawił się :) Niebawem minie rok od adopcji.

Mikuś zmienił imię wraz z rozpoczęciem nowego życia u boku swoich Dwunogów i kociego kumpla Bumtarary :) Szigidigi, bo tak się teraz nazywa, radzi sobie doskonale. Mamy wrażenie, że Szigi od samego początku szykował sobie wejściówkę do tej rodziny, a my tylko pomogliśmy mu się dostać tam, gdzie miał się znaleźć od samego początku :)

Szigi w swoim własnym domu - rok po adopcji: https://profiles.google.com/117642383108477131191/photos#117642383108477131191/photos/5707193291320879905

niedziela, 29 stycznia 2012
Odtrutka na bezsilność - stężenie 1%

Jest taki stan umysłu, serca, duszy, którego nie da się wyprać, przemalować czy zakrzyczeć. Dopada nas za każdym razem, gdy dociera do nas informacja o okaleczonym, skatowanym, porzuconym, walczącym o życie zwierzęciu a mamy świadomość, że jedyne, co nam nie pozwala działać to absurdalny brak funduszy.

To uczucie to bezsilność.

Walka z kocią bezdomnością, z okrucieństwem, z ludzką bezmyślnością kosztuje nas na co dzień o wiele więcej niż koszt karmy, żwirku czy wizyty u weterynarza. Codziennie oddajemy w tej walce kawałek siebie nie licząc na nic w zamian.

Czasami jednak - raz na rok - możemy wykrzyczeć z siebie jak bardzo potrzebujemy Waszej pomocy.

Wasza pomoc, w postaci 1% to odtrutka na naszą bezsilność. Ta odtrutka za zeszły rok pomogła nam zapewnić karmę i żwirek dla wszystkich naszych podopiecznych na cały miesiąc. To ogromna pomoc. To jeden miesiąc na oddech, na rozwinięcie skrzydeł, na odespanie wszystkich tych bezsennych nocy, które gubimy po drodze.

Przekazanie nam 1% - nic nie kosztuje. A może odmienić los:

Zuzi - która walczy z rakiem

Gucia - który został okaleczony przez ludzi i porzucony

Pysia - który jako jedyny z rodzeństwa przeżył ludzką bezmyślność

Burania - który trafiając do naszego domu tymczasowego uratował życie białaczkowemu kotu

Liluni - która trafiła do nas w stanie krytycznym, z objawami neurologicznymi i która tylko dzięki wsparciu finansowemu miała szansę na ratunek i długoterminowe leczenie

Cykorki - która przeżyła koszmar schroniska w Krzyczkach

Mamuni i Krzysi - które ktoś "życzliwy" przyniósł do uśpienia

Maciusia i Pchełki - podrzuconych w stanie wycieńczenia na wycieraczkę naszego domu tymczasowego

Kazia - odebranego opiekunce z raną po oparzeniu na szyjce, zaniedbanego i wycieńczonego

Lulka Mizialskiego - walczącego z kocim niedoborem immunologicznym który to niedobór dla wielu kotów oznacza decyzję o uśpieniu (a Lulek czuje się świetnie i pokazuje wszystkim, że żadna choroba nie jest tak straszna jak wyobrażenie o niej)

Kuleczki i Lili - które pokazały nam, że nie wolno nigdy się poddawać, bo koty się nie poddają - one walczą do końca.

Kotów ratowanych, sterylizowanych, wydawanych do nowych kochających domków przez delfin w ramach interwencji.

Kotów wolnożyjących na terenie Bielan, które mają swoje imiona, mają swoją historię leczenia, profilaktyki, dokarmiania, sterylizacji. mają swoje karmicielki, które w odpowiedzialny sposób dbają o koty, o których wszyscy inni zapomnieli. Koty wolnożyjące nie radzą sobie "same". Za przeżyciem jednego takiego kota, stoi cała masa ludzi, którzy nie potrafią przejść obok niego obojętnie.

Przekazanie Kotom i Spółce 1% nic nie kosztuje poza wpisaniem w formularzu PIT-rocznym:
-nr KRS fundacji: 0000135274
- oraz w pozycji "cel szczegółowy 1%": Koty i Spółka (bez tego dopisku 1% nie trafi do naszych podopiecznych)
dla poszczególnych formularzy odpowiednio:
PIT-36 – poz. 303; PIT-36L – poz. 106; PIT-37 – poz. 124; PIT-38 –poz. 59; PIT-28 – poz. 133 oraz PIT-39 – poz. 52 .

Dane Fundacji: Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt - Viva!, ul. Kawęczyńska 16/42a, 03-772 Warszawa

W celu umożliwienia identyfikacji osoby przekazującej 1% prosimy o postawienie „X” w kwadracie w polu znajdującym się obok polu, w którym wpisuje się dane Kotów i Spółki. 

Wasz 1% opisany hasłem "Koty i Spółka" trafi do kotów opisywanych na tym blogu i na blogu kocieadopcje.blox.pl
niedziela, 11 września 2011
Witajcie :)

Nie wiem, czy ktoś tu jeszcze zagląda do naszego "wirtualnego" domu tymczasowego... jeśli tak, to chciałabym Was serdecznie zaprosić do blogu, który współtworzę z innymi domami tymczasowymi. Prowadzimy tam wspólnie rozliczenia darowzin i wydatków, organizujemy zbiórki na rzecz naszych podopiecznych i opowiadamy o naszych tymczasowych kotach, które cały czas szukają albo domów, albo pomocy w związku ze swoimi chorobami.

http://kocieadopcje.blox.pl
niedziela, 06 lutego 2011
W tym tygodniu Zuzia była na badaniach kontrolnych RTG i badania krwi. Sprawdzaliśmy czy po dwóch operacjach nie pojawiły się jakieś przerzuty. I wychodzi na to, że panna jest w znacznie lepszej kondycji niż podczas ostatniej kontroli. Nie ma śladów po żadnych przerzutach. Dlatego kolejne badania czekają nas dopiero za rok.

(choć marzę, by Zuzia do tego czasu znalazła swój własny domek, bo wciąż brakuje nam rąk do głaskania panny mizialskiej)

A poza tym życie w naszej kociej gromadce płynie leniwie w oczekiwaniu na domki szyte na miarę.
Uzupełniam o relacje fotograficzne z domku Burasi :) Panna ma swój mały prywatny raj na wyłączność :)






niedziela, 05 grudnia 2010
No i mamy pierwsze wieści od Pyzy i Kajtusi :)
Ale zacznę od fotek z ich nowego domku:





"Zarówno dzień jak i noc minęły bez problemowo - przez całe popołudnie (po tym jak już zwiedziły całe mieszkanie) kotki spały. W nocy troszkę się bawiły, ale bez jakiś szczególnych szaleństw. Dopisuje im apetyt - szczególnie Pyzie. Kajtusia w przeciwieństwie do Pyzy nie mogła się początkowo oswoić z nową kuwetą, ale też po czasie ją zaakceptowała."

A my się ogromnie cieszymy że obie panny trafiły do jednego domku. Wyjątkowo się siebie nawzajem trzymały i trudno nam było nawet myśleć o oddzielnych adopcjach.
Pyza z Kajtusią znalazły wspólny domek! :) Przeprowadzka nastąpiła wczoraj. Wciąż czekamy na wieści, jak minęły pierwsze chwile i pierwsza noc dziewczynkom. Swoją nową Panią zaakceptowały od pierwszej chwili. Kajtusia zdecydowanie uznała swoja Dużą za kogoś, z kim można się spokojnie dogadać w kwestii zaczepiania długopisu i nadstawiania brzusia do mizianek. Pyza również długo nie czekała i dołączyła do siostrzyczki prześlicznie mrucząc i wpatrując się w swoją nową Dużą.

A dzisiaj Burasia może powiedzieć, że jej przygoda z bezdomnością dobiegła do końca. Znalazła ostatecznie Dużych, którzy dadzą jej dom, jaki dla niej sobie wymarzyłyśmy. Najważniejsze jest jednak to, że uczucie było obustronne i tak, jak Burasia przypadła do gustu swoim Dużym, tak i oni bardzo się Burasi spodobali. Przeprowadzka ostatecznie została przesunięta na za 2 tygodnie do czasu zakończenia remontu. I wtedy Burasie dołączy do swojej nowej rodziny :)
środa, 01 grudnia 2010
Kajtusia z DT w Warszawie - już we własnym domku!!!


Ur. 1.07.10. Siostrzyczka Pyzy. Jest zdrowa, odrobaczona i zaszczepiona. Jest już samodzielna, kuwetkuje, je stały pokarm, zaczyna interesować się człowiekiem. Będzie gadułką, bo już teraz głosikiem reaguje na widok człowieka. Podchodzi z ogonkiem uniesionym do góry i jest bardzo przyjazna człowiekowi. Będzie prawdziwym pieszczochem :)
Uwielbia się bawić i łobuzować z pluszowymi szczurkami. Szuka bezpiecznego domku na terenie Warszawy z odpowiedzialnym opiekunem. Wymagane podpisanie umowy adopcyjnej.

K 

K

Dane:
Wiek: ur. 1.07.2010
Płeć: kotka
Odrobaczenie: wykonane
Odpchlenie: wykonane
Szczepienie: wykonane
Stan: samodzielna (je stały pokarm i kuwetkuje). Niebawem wymagana będzie sterylizacja.
Miejsce pobytu: Warszawa

Update 5.12.2010 - wczoraj Kajtusia powędrowała do swojego nowego domku razem z kocią siostrzyczką Pyzą. Czekamy już tylko na wieści po pierwszej nocy. Wybór domku stał się dla nas oczywisty, gdy zobaczyłyśmy reakcję Pyzy i Kajtusi na swoją nową Panią.
Pyza z DT w Warszawie - już we własnym domku!!!
Pyza



Pyza z początku była uważana za chłopaka z uwagi na puchaty kuperek. Jednak z czasem maleństwo pozbyło się dziecięcego puszku i okazało się, że mamy do czynienia z prześliczną koteczką.

Ur. 1.07.10. Jest zdrowa, odrobaczona i zaszczepiona. Jest już samodzielna, kuwetkuje, je stały pokarm, zaczyna interesować się człowiekiem. Będzie gadułką, bo już teraz głosikiem reaguje na widok człowieka. Podchodzi z ogonkiem uniesionym do góry i jest bardzo przyjazna człowiekowi. Będzie prawdziwym pieszczochem :)
Uwielbia się bawić i łobuzować z pluszowymi szczurkami. Szuka bezpiecznego domku na terenie Warszawy z odpowiedzialnym opiekunem. Wymagane podpisanie umowy adopcyjnej.

P

P

Dane:
Wiek: ur. 1.07.2010
Płeć: kotka
Odrobaczenie: wykonane
Odpchlenie: wykonane
Szczepienie: wykonane
Stan: samodzielna (je stały pokarm i kuwetkuje). Niebawem wymagana będzie sterylizacja.
Miejsce pobytu: Warszawa


Update 5.12.2010 - Pyza przeprowadziła się wczoraj do swojego wymarzonego domku razem z kocią siostrzyczką Kajtusią. Od razu zaakceptowała swoją nową Panią i miziankom nie było końca. Teraz tylko czekamy na wieści po pierwszej nocy w nowym miejscu. i trzymamy kciuki za obie panny :)
I skoro o zdjęciach to mamy też Tofika w nowym domku :)

Kamuflaż doskonały ;)


Kocyk to coś co Tofinio lubi najbardziej:


Pełen relaks...

Mizialek już się zaaklimatyzował w swoim nowym domku. Co prawda jeszcze do wczoraj baliśmy się, czy nie będzie musiał do nas wrócić z uwagi na alergię nowego opiekuna, ale na szczęście Duży postanowił zawalczyć z alergią i nie podda się tak łatwo :) Mizialek jest już członkiem nowej rodziny. I jak widać po pysiu - bardzo mu się to podoba :)

















i moje ulubione...


piątek, 19 listopada 2010
To był niesamowity tydzień dla Mizialka :)

W środę miał wizytę przedadopcyjną. Do swoich nowych Dużych podszedł z uniesionym ogonkiem, wystawił brzuchalka do głaskania. Po chwili już było wiadomo, że to jest "to" :)

A dziś wieczorem Pan Mizialski przeprowadził się do swojego nowego domku. Od razu dostaliśmy wiadomość, że kiciuś błyskawicznie zaakceptował swoje nowe miejsce na świecie :) Rozbrykał się, a z pierwszego zdjęcia wysłanego na komórkę widać jak łapki w powietrzu ugniatają już baranki...

To więcej niż mogłyśmy dla niego sobie wymarzyć.

To był naprawdę niezwykły dzień...
niedziela, 10 października 2010
No i mamy wieści od Tofinia :)

"Podróż zniósł bardzo dzielnie, troszkę pomiauczał, ale w samochodzie już się uspokoił. Po wejściu do domu zwiedzał wszystko bardzo dokładnie, obwąchiwał i poznawał. Cały czas jest bardzo przyjazny i upomina się o głaskanie i pieszczoty. Moją Mamę od razu zaakceptował, do tego stopnia, że  zameldował się u niej w łóżku. W nocy chodził trochę po meblach i mantykował, bo był rozbudzony i pełen nowych wrażeń, ale robi to bardzo cichutko i delikatnie. Jeszcze wieczorem skorzystał z kuwetki, jakby zawsze to tutaj robił! Jest naprawdę lepiej niż sądziłam. Widać, że czuje się u nas dobrze i bezpiecznie."

A stado bardzo się po jego przeprowadzce uspokoiło. Burasia znacznie bardziej teraz dopomina się o głaskanie. Za to Zuzia stała się spokojniejsza, już nie musi być zawsze pierwsza przy człowieku. Jakby już zrozumiała, że nie zabraknie dla niej czasu ani rąk do miziania.


sobota, 09 października 2010
No... Tofik w piątek już był we własnym domku :) Na razie nie mamy wieści...

Z kolei sam piątek był dla naszej Zuzi równie wyjątkowy... jak dla Tofika, tylko w innym sensie. Zuzia była na kontroli guzka, który pojawił się niedługo po operacji usunięcia listwy. Przypuszczaliśmy, że jest to tłuszczak, czyli coś całkiem nieszkodliwego, co się samo ładnie wchłonie. Ale z uwagi na niejednoznaczne wyniki histopatologii pierwszego operowanego guzka nie mogliśmy wykluczać przerzutu. Na szczęście okazało się wczoraj, że guzek się wchłonął - jednym słowem był to tłuszczak a Zuzia nie ma przerzutów!!! :)
czwartek, 07 października 2010
I nasze kocie zastępstwo za Susełkę, która znalazła już bezpieczny domek. Teraz jego kolej :) I oby wypatrzył go domek szyty na miarę...

Mizialek















Mizialski i jego super minki:











Wciąż straszna chudzina z niego...






Ale największą kocią gwiazdą podczas ostatniej sesji fotograficznej okazała się nasza czarna Zuzia...

Baleronik ;)



















Zuzia ma naprawdę niesamowite oczy...




A teraz pora na Burasię :)

Burasia















 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30